Szukaj na tym blogu

sobota, 2 maja 2015

Pokaż kotku co masz w środku? :p

Pomaganie ludziom jest zajęciem tyle szlachetnym, co z gruntu niebezpiecznym. Zupełnie nie rozumiem dlaczego szacunek ryzyka w firmach ubezpieczeniowych, wyżej plasuje na przykład robotę kierowców niż pracowników szeroko pojętej pomocy społecznej? Twierdzę, że narażamy zdrowie i życie, co najmniej w tym samym stopniu.

To typ ryzyka, które zawsze trzeba brać pod uwagę gdyż zagrożenie najczęściej bywa mało widoczne i dobrze ukryte... Mam koleżankę, która na skutek swojej pracy pomagacza, walczyła już z pchłami, świerzbem oraz gruźlicą. Wygrała ze wszystkimi i pomaga dalej – taka zawodniczka!

Mnie udało się (tfu, tfu – w niemalowane!) skutecznie ustrzec przed wyżej wymienionymi, ale każde zaswędzenie głowy każe mi gnać przed lustro z gęstym grzebieniem i weryfikować czy nie zalęgła mi się jakaś niepożądana fauna. Doświadczenie bowiem mówi, że prawdopodobieństwo takiej sytuacji jest w moim przypadku dość wysokie. Połączenie gęstego grzebienia z gęstą rudą kitą – to zresztą trauma sama w sobie...

Owego feralnego dnia, nic nie wskazywało na jakiś niekorzystny rozwój sytuacji. Wykonywałam pracowicie swoje obowiązki, za oknem świeciło wiosenne słońce i tradycyjnie co chwilę, ktoś czegoś ode mnie potrzebował. Moja uwaga wyostrzyła się krytycznie, podczas takiej oto rozmowy:

-  Pani Yuko, moje dzieci zrobiły kupę!
-  Cudownie! To w przyrodzie zjawisko dosyć powszechne i raczej normalne – uśmiechnęłam się krzepiąco.
-  Ale tam po niej łazi coś białego... I dużo tego jest!
   (Tu, raptownie spełzł mi z twarzy krzepiący uśmiech, a pełzanie zaczęło się kojarzyć zgoła z czymś innym...)


W takim momencie, człowiek gwałtownie zauważa u siebie pełną listę objawów! Od razu poczułam jak coś smera mnie po kiszkach. :(

Lekarz zdiagnozował u dzieciaków owsicę! Szybki internetowy reserch dał do zrozumienia, że larwy pasożytów mogły się już rozprzestrzenić i należałoby na wszelki wypadek odrobaczyć siebie, swoich bliskich oraz domowe zwierzaki, a także w następnym kroku, koniecznie wygotować wszystkie pościele i ręczniki. To gotowaliśmy kompulsywnie. Raz nawet wysłałam Juniorowi sms-em prośbę o "zdjęcie prania", żeby zmieściła się następna porcja... (Ja z nim nie wytrzymam!)


"Zdjęcie prania" od Juniora

Paskudne uczucie domniemywać, że łazi w nas coś nieproszonego. Psychologicznie, po prostu nie do przejścia! Oczywiście, w tym trudnym czasie rodzina była nader wspierająca. Mimo, że sami również profilaktycznie spożywali  Pyranthelum o smaku pomarańczowym (sic!), co chwilę podrzucali jakieś wyczytane w Internecie newsiki ze świata pasożytów...

- A wiesz, że owsiki między czwartą a piątą rano wychodzą na zwiady? 

W sumie to nawet ok, bo sama przecież wstaję do pracy o 5.00. Byłoby trochę niesprawiedliwe, żebym ja się musiała zrywać o świcie, a one spały dalej! Do roboty obłe sukinsyny! Idziemy dalej naprawiać świat! :p 



15 komentarzy:

  1. Dara/Starsza2 maja 2015 02:48

    hahah. :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Yuka! ja normalnie Cię uwielbiam:**
    Posikałam się prawie ze śmiechu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Miśko, uznałam, że to idealna opowieść do niedzielnego obiadu :D

      Usuń
  3. Pewnego dnia rodzina owsików miała okazję wyjść ze swego stałego miejsca i wyjrzeć na świat. Mały owsik zachwycił się urodą łąki, kwiatami, zielonością trawy i rzecze do taty-owsika - tatusiu, tu jest tak pięknie to dlaczego my mieszkamy w dupie?! Bo tam jest nasz dom, synu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to właśnie. Ja dlatego mieszkam na Oruni. Rozumiem owsiki doskonale ;)

      Usuń
  4. Uch, my po perypetiach odprzedszkolnych tez coś wiemy w tym temacie. I własnie to psychologiczne smeranie całymi miesiącami nawet gdy badania nic nie wykazują :D

    Zdjęcie pranie, trzeba przyznać... skuteczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kryzys psychologiczny trwał jakieś dwa dni, przeszło w momencie jak się nażarłam tych prochów. Nadzieja, że wytrułam potencjalne towarzystwo do siódmego pokolenia jakoś mnie ukoiła :D

      Usuń
  5. A wymrozić nie można????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z metod naturalnych w grę wchodzi podobno ząbek czosnku w charakterze czopka... Niesprawdzone :p

      Usuń
  6. Hospody Pomyłuj! A nie idzie tego wytruć jakim litrem spirytusu na czczo przełkniętym, albo jałowcóweczką?:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waszmość wiesz z pewnością, że środek stosowany na co dzień, odświętnie może nie przynieść wcale spektakularnych skutków. Mogłaby być z tego tylko radocha dla najeźdźców, a poprawiać im humoru stanowczo nie chciałam! Pozdrawiam ;)))

      Usuń
    2. Wielce roztropnie:) Przepiję zatem, by owa przemyślność nigdy WMPani nie odstąpiła:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń