Szukaj na tym blogu

niedziela, 15 marca 2015

Planeta X :p

Niniejszym chciałabym zdementować informacje znane głównie z niwy psychologii, jakoby w komunikacji międzyludzkiej, mężczyźni przybyli z odległego Marsa, posługiwali się krótkimi, zrozumiałymi i rzeczowymi komunikatami!

Tak, tak – nieraz słyszałam, że aby kobieta mogła być w pełni zrozumianą, powinna wystrzegać się w rozmowie z osobnikiem płci męskiej wszelkich aluzji, zdań podrzędnie i wielokrotnie złożonych oraz sugestii wyrażanych nie bardzo wprost!

Najlepiej miały działać krótkie polecenia, typu: „wyrzuć śmieci”, zamiast wypowiedzi w stylu: „Ja nie wiem, skąd w naszym domu taka produkcja odpadów? Ledwo wczoraj wywalone, a dziś znowu w wiadrze menisk wypukły. Koci żwir oraz obierki ziemniaków znowu przesypują się z kubła na podłogę (...)”. W przypadku tego drugiego zdania, podobno nie ma opcji, by facet się domyślił, że chodzi po prostu o to, by wór wywalił, czyniąc miejsce na kolejne, domowe śmieci! Przynajmniej tak piszą fachowcy.


Żeby to było takie proste! Życie (moje) pokazuje, że nie w każdym przypadku proste rozwiązania są tak samo efektywne. W toku doświadczenia, najpierw wykluczyłam możliwe marsjańskie pochodzenie Małżona (krótkie komendy przyjmuje dość opornie), potem wykluczyłam wenusjańskie – (kompletnie nie kumał moich zawiłych wywodów) i wtedy do mnie doszło, że Małżon musi pochodzić z jakiejś zupełnie innej planety, w dodatku takiej dotychczas słabo poznanej i marnie opisanej. Normalnie znikąd pomocy, a komunikować jakoś się trzeba!

Do kanonu domowych anegdot weszła na przykład taka. Jesteśmy z Małżonem z wizytą u znajomych. Gości nas bardzo sympatyczna para z dwójką dzieci. Jako, że Małżon dzieci bardzo lubi i jest szeroko znany z niezwykłej umiejętności ciekawego organizowania im czasu, od razu było wiadomo, że tego dnia, też wymyśli coś wiekopomnego... Myślał, myślał, aż nagle, zupełnie a propos niczego, znienacka zapytał pana domu:

-  Masz drukarkę??? 

Pytanie trochę skonsternowało gospodarzy, bo niestety drukarki nie mieli. Myśląc (całkiem logicznie), że Małżon jest w nagłej potrzebie drukowania jakichś dokumentów, zaczęli obmyślać plan pomocy. W domu nie mają, ale może mogliby być użyteczni nazajutrz w miejscu pracy? Moja konsternacja wynikała z kolei z wiedzy, że we własnym domu Małżon drukarkę posiada... O co mu kurde chodzi?

Fot: Yuka - łabędź origami z triangli

Wreszcie okazało się co następuje: Małżon jest mistrzem robienia Origami. Podczas zabawy z małą Hanią, zapragnął złożyć jej papierowego dinozaura. W tym celu potrzebował papieru. Uczynił w myślach założenie, że w posiadaniu papieru, są tylko ci, którzy posiadają też drukarki, bo niby na cholerę mieć papier w innym celu?

Tu logika zawiodła Małżona sromotnie! Nasi znajomi mieli nie tylko zwykły papier (dzieci czasem rysują) ale w dodatku, kolorowy, profesjonalny papier przeznaczony specjalnie do składania wymyślnych Origami. Ha! Taki zaskok!

Można powiedzieć, że w powyższym przypadku mieliśmy do czynienia z ekstremalnym, myślowym skrótem. Chyba? To już by dawało jakiś trop do porozumienia, ale poza skrótami zdarzają się i takie, pisemne wiadomości:

Mistrzostwa w dyscyplinie: bufet w formie szwedzkiego stołu - piramida: Maciej – 37 miejsce. Startowały załogi ze wszystkich krajów postkomunistycznych + Portugalia, Hiszpania i Francja.”

Czytam kilka razy i trwoga ogarnia me pełne miłości serduszko. Nic nie kumam. Przekaz jest tyle interesujący, co kompletnie niejasny. Może mu ktoś na parkingu dosypał pigułkę gwałtu, czy inny syf do żarcia? Nie ma co, trzeba zadzwonić i zasięgnąć języka u źródła.

Fot. Yuka - szwedzki bufet

Wyjaśnienie jest takie: Za zatankowanie paliwa do ciężarówki, na francuskich stacjach benzynowych przysługuje tankującemu darmowy posiłek. Taki w formie szwedzkiego bufetu. Co oznacza, że kierowcy mają do wyboru masę kulinarnych fajerwerków. Od serów na przystawkę po krewetki, małże i inne ślimaki. W tej sytuacji, nikt się nie oszczędza. Każdy ładuje na talerz solidną piramidę. I choć Małżon też sobie nie żałował, uznał, że jego piramida była daleko w tyle za piramidami międzynarodowego towarzystwa, wymienionego w smsie. Czego ja nie rozumiem? Przecież wszystko wyraźnie opisał....

I tak jest ciągle – orka na ugorze! Nie zaprzestaję jednak starań. W sumie to Małżon też nie ma lekko, gdyż albowiem – kiedy ja zaczynam coś mówić, w myślach jestem już zwykle w baaaardzo odległym miejscu :D






8 komentarzy:

  1. Sluchaj, tych planet z facetami musi byc jakos wiecej! Bo moj tez czasem mowi calkiem niepojetym jezykiem! A na dodatek to co ja mowie, dochodzi do niego jak na tym obrazku! Calkiem w innej wersji! Tez sie staram, a mimo tego czasem mam wrazenie, ze to celowa robota ufoludkow, ktore musialy na tych planetach cos namieszac!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mi ulżyło, że to przypadłość bardziej powszechna niż myślałam. ;) Strasznie deprymujące jest nie rozumieć o co w ogóle chodzi ukochnej osobie, zwłaszcza kiedy ta osoba się o to, że nie rozumiem - bardzo denerwuje :D

      Usuń
  2. Ja, jak Ci już zapewne wiadomo, ostatnio oszukiwałem Bukowiny!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A to przecież takie PROSTE:))
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waszmość nie ustaje w czynieniu wszystkiego jasnym i przystępnym ;) Z podziękowaniem ;))

      Usuń
  4. Ja uwielbiam kiedy na mój długi, wyczerpujący treściowo sms dostaję od męża odpowiedź: "ok"
    Treściwe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A takie lapidarne do maksimum to dostaję od Juniora ;)

      Usuń