Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 22 września 2014

Egzotyka szkoleniowa :p

Ponieważ w sposób niczym niezakłócony, głupieję sobie każdego dnia, postanowiłam uczynić coś dla zaniedbywanego latami umysłu i zapisałam się w tym roku na jakieś szaleństwo szkoleń.
Na Kaszubach, zgłębiam terapię systemową rodzin, a w Toruniu, terapię skoncentrowaną na rozwiązaniach (dla zaawansowanych :p)

Mniejsza o same szkolenia, cisną mnie bowiem bardziej zwierzenia „okołonaukowe”! Na pierwszy kurs, dojeżdżam do kaszubskiego hotelu. Kaszubskiego tylko z nazwy i geografii, bo cała reszta już nie pozwala na szybką orientację w terenie. Wokół sali konferencyjnej, malowniczo pasie się zebra, kilka lam, osioł oraz jakieś ptactwo o mało lokalnej proweniencji. Są też swojskie stada koni, owiec, kóz i chudych kotów. Ja tam nie jestem z tych „ę fucking ą” - doskonale wiem jak wali... obornik, ale przysięgam - ilość much wyhodowanych na egzotycznych gównach i latających w sali szkoleniowej była nieznaczną przesadą! 


 

Był taki moment, że konkurencyjny hotelarz z tego rejonu, zaproponował, że gdybyśmyy mieli ochotę "zmienić styl i klimat pobytu", to on szczerze zaprasza. Już zaczęłam wyobrażać sobie tradycyjną, sielską, polską wieś, cuchnącą wyłącznie gównem lokalnym, gdy gorliwie zapewnił, że dla odmiany dysponuje fermą afrykańskich strusi... 

No to stamtąd do Torunia. Ponieważ szkolenia wydrenowały moje kieszenie maksymalnie, z oszczędności postanowiłam zatrzymać się w hostelu. W ośmioosobowym pokoju. Na dobry początek, za nic nie mogłam się dostać do środka. Spytałam więc w sąsiednim barze, czy dysponują wiedzą, jak można wejść do hostelu? Dysponowali, polecili iść szukać pracownika w pobliskiej pierogarni. Znalazłam. Wręczono mi kartę, klucze, zapoznano z kodami do domofonu. 


Krętymi schodami, objuczona bagażem wędrowałam na sam szczyt kamienicy. Na górze spędziłam trochę czasu pod drzwiami, zanim się odmotałam z tymi wszystkimi gadżetami do otwierania. Udało się, weszłam do tzw. dormitorium. Punkt dla Gryffindoru!


Nikogo nie było w środku, choć na niektórych łóżkach leżała rozgrzebana pościel, świadcząca o tym, że w nocy powinna być stuprocentowa frekwencja współspaczy. Była. W hostelu zatrzymała się drużyna piłki nożnej z południa Polski. To doprawdy bardzo surrealistyczne uczucie kiedy rano myje się zęby w ogólnodostępnej łazience, a obok kilku obcych facetów się goli, kilku bierze prysznic, a jeszcze paru - korzysta z toalety. Wszyscy omawiają przy tym atrakcje z minionej, toruńskiej nocy.
- Jezuuuu, skopię dupę temu, kto namówił mnie na  cztery knajpy GoGo! - powiedział pierwszy.
- Jakie cztery? Tu tyle nawet nie ma. To były trzy różne baby, pajacu! - objaśnił drugi. 


Przypomniałam sobie, że ja tu właściwie przyjechałam dbać o własne życie wewnętrzne, a nie słuchać o czyimś, więc o 7.00 rano, udałam się w dłuuugą drogę na dół, wspomnianymi wcześniej schodami. (Masakra nawet w przeciwnym kierunku). Bary śniadaniowe jeszcze były zamknięte, wobec czego klapnęłam sobie na ławce stojącej w centrum rynku. Oczywiście, od razu zza węgła wyłonił się zmęczony życiem, brudnawy i wymięty żur z gitarą. Zagaił w nieznany mi na Oruni sposób:

 - Dzień dobry, mam na imię Krzysztof, a pani? 
- Yuka -  odparłam prawdomównie.
- Czy dałaby się pani zaprosić na kawę, bo wyjątkowo dobrze poszło mi ostatniej nocy?  - pochwalił się zyskiem z kapelusza żur Krzysztof.

Grzecznie powiedziałam, że innym razem, po czym powlokłam się do właśnie otwieranego baru "MIŚ". Akurat tam, wziąwszy pod uwagę mnogość toruńskich knajp, musiała już na mnie  czekać moja drużyna piłkarska (Faaaaaak!) Pokrzykując radośnie: - "Chłopaki, każdy bierze tyle jajek ile mu brakujeeeeeeeeee!"

Trudno było mi się potem skupić na szkoleniu, ale jakoś poszło.  Na szczęście odrazu po nim, przyjechał po mnie kumpel z Bydgoszczy, który uwolnił mnie od konieczności natychmiastowego powrotu do hostelu. Tego wieczoru trafiłam na imprezę zamykającą sezon motocyklowy. Na szczęście zostałam przewieziona, zanim zdążyli ten sezon zamknąć ostatecznie! Wypiłam kujawskiego browca, poznałam fajnych ludzi oraz słuchałam nieznanych mi opowieści o "skulsach, helsach, rendżersach, bajkersach" i ich wzajemnych animozjach. A potem i tak trzeba było wracać do tego cholernego hostelu. 



W pokoju czekała na mnie sympatyczna, mieszana płciowo ekipa młodziaków z dredami do pasa.  Za miesiąc biorę pokój w normalnym hotelu!

I jeszcze klamra, która spina oba kursy: kaszubski i kujawski :) 


 

10 komentarzy:

  1. ale jakie doświadczenia! Taki zwykły hotel co to łóżko, łazienka i mineralka gratis to nuda, nie ma co wspominać po prostu. A tu masz - spałam z drużyną piłkarską. Ups.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, drużyna już była, to teraz pomyśl, jaką atrakcją dla mnie będzie ta mineralka i kibel tylko dla siebie? :D Zobaczymy zresztą, wszak portfela nie oszukam! ;)

      Usuń
  2. O dżizas. Myślałam, że te dormitoria nie są koedukacyjne. Jednak wolę spać w pociągu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno są różne :) Pewnie ważne jest to, że podczas obu nocy, które tam spędziłam - pozostałe 7 osób w pokoju, to była jedna ekipa. Znali się, czuli ze sobą swobodnie. Wtedy to jest pewnie ok. Opcja dla harcerzy i hipisów, a nie starych bab :D

      Usuń
  3. szkolenia z życia:) , drużyna piłkarska mnie rozbawiła ale nie wiem czy bym się czuła dobrze w takim hostelu.A ile trwa szkolenie, bo to może być przyszłosciowe niezłe hardcorewe przeżycie:)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkolenie trwa 3 dni. W sensie przez kilka miesięcy, będę tam dojeżdżać po 3 dni w miesiącu. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po powrocie, było zabukowanie hoteli az do stycznia :D

      Usuń
  4. hahaha o nieeee, nie na moje lata takie atrakcje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, a miałam nadzieję, że chociaż Ty byś się tam odnalazła :D

      Usuń
  5. Napisałem jakiś złośliwy komentarz i na szczęście go "wetło"! Hehehe!

    Ostatnio jednego wyczynowca Starsza wywaliła za drzwi nie bacząc na młody wiek delikwenta. Tu wykazała się tolerancją niezwykłą i przewidywalnością, bo byłem naonczas głęboko uśpiony - gdyby nie, to jeszcze bym kopa dołożył!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co wyczynowiec chciał od Starszej? :D

      Usuń