Szukaj na tym blogu

wtorek, 9 września 2014

Człowiek - Magnes :p

Czy to jest normalne, że jak człowiek wychodzi z domu to zawsze, ale to zawsze, coś przy tej okazji znajduje? Jacieżpierdzielę, no brak słów! Stale powiększa się grono osób, które stanowczo odmawiają przyjęcia do akceptującej wiadomości tych ciągłych znalezisk, za to głoszą nieśmiałe teorie o potencjalnie rozbójniczym trybie życia... Małżona ofkoz.

Spis łupów, co chwila się wydłuża. Legendarny jest już letni spacer z psem po parku, z którego Małżon wrócił dzierżąc w ręku narty. Kilka lat (bo w tej rodzinie narciarza nie uświadczysz), postały sobie w piwnicy, aż wydał je komuś z dobrego serca, by zrobić miejsce na swoje kolejne znaleziska.


Grubsze trofea to: rower, hulajnoga, telefon komórkowy, kosiarka spalinowa (sic!), czy aparat fotograficzny. Rzecz jasna większość fantów jest kompletnie przypadkowa, ale bywają momenty, że szuka „zgodnie z zapotrzebowaniem”. Na przykład taka sytuacja. Jest w trasie, brakuje jakichś narzędzi, niezbędnych do pilnej naprawy samochodu. Idzie się porozglądać, po czym wraca z kieszenią pełną śrubek, gwoździ, profesjonalnych nożyków do tapet oraz kluczy... (Dwie trzynastki, jedna dziesiątka oraz ósemka). Przydałby się papier ścierny – na drugi dzień, ni z tego, ni z owego, pod nogami zjawia się arkusz jak złoto, oczywiście właśnie taki o pożądanej ziarnistości!

Czasem trafia się drobnica. Pojedyncze kolczyki, okulary słoneczne, psia smycz, klocki lego lub gumowa kaczuszka. Przy zjeździe z autostrady leżała kiedyś skrzynka z akcesoriami wędkarskimi.


Osobiście byłam świadkiem scen, kiedy brakowało nam drobnych do zakupu biletów autobusowych i rundka Małżona wokół pętli, ze wzrokiem utkwionym w chodnik, owocowała zebraniem potrzebnej kwoty. Albo idziemy większą ekipą na koncert i kopiemy kolejno leżącą paczkę Marlboro. Małżon swoim kopnięciem zdiagnozował, że pełna i oczywiście miał rację.

O tym jak poszedł na ryby i złowił w bajorze dwa pełne worki kijów golfowych, to już pisałam przy innej okazji...


Do brzegu. Zmierzam do tego, że Małżona nie ma teraz w domu od dwóch tygodni. W tym tylko, zdawałoby się krótkim czasie, w sprawie znalezisk kontaktował się ze mną dwukrotnie! W zeszłym tygodniu był to portfel podniesiony w niemieckim McDonaldzie. W środku 35 euro, ale i namiar pozwalający ustalić właścicielkę.

Ponieważ kiedyś (na stacji benzynowej w Belgii) też znalazł portfel z namiarami, postanowił go zostawić pracownikom stacji, a do właściciela zadzwonił z precyzyjną informacją, gdzie może odebrać zgubę (numer też był w portfelu). Po krótkim czasie właściciel oddzwonił, że owszem, wrócił tam, ale niestety żadna z pracujących tam osób „nie słyszała” o żadnym portfelu...

Nauczony doświadczeniem Małżon, postanowił zatem osobiście odwieźć portfel niemiecki. Zawiózł, oddał i dziesięć razy powtórzył, że jest polskim kierowcą, samotnie walcząc ze stereotypami narosłymi wokół naszej nacji i osobno - samej profesji kierowców. Nie przyjął też wciskanego znaleźnego, uznając, że to również byłoby znacznie poniżej godności polskiego kierowcy! Taki jest!

W tym tygodniu dostałam z kolei SMS-a o treści: 
„Poszedłem na grzyby, znalazłem w lesie nawigację samochodową. Działa.”

14 komentarzy:

  1. Taki chłop to podwójny Skarb,iec :)a tak na marginesie jeśli zbiera grzybki w Niemczech to niech robi to z rozwagą bo znalezionych nie wystarczy na pokrycie mandatu,załączam link do"grzybków" .Pozdrowionka dla Małżonka,sama też lubię zbierać i nie tylko grzybki :p
    http://www.dw.de/grzybobranie-po-niemiecku-tylko-1-kg-na-g%C5%82ow%C4%99-inaczej-czeka-kara/a-17159219

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak... Też mu to powtarzam. Nie tylko w kontekście grzybów. Z rybami to samo! :(

      Usuń
  2. To może potrzeba Mu bardziej precyzyjniej trasy spacerów oznaczać? Na przykład wkoło banku niech chodzi, albo sklepu z gorzałką...:))
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonały pomysł! :) Trzeba by się rzeczywiście pochylić nad mapą, uwzględniającą atrakcyjne, piesze lokalizacje. Dzięki Wachmistrzu! Pozdrawiam :))

      Usuń
  3. Ja ostatnio przy okazji zwrotu portfela, z dokumentami, kartami i kasą, poprosiłem o przeliczenie, spisanie i podpisanie oświadczenia o przekazaniu znaleziska - był z tym trochę problem, bo brat właścicielki musiał być w szkole skończonym osłem nieukiem, bo z ledwością się podpisał krzywymi kulfonami - czy zdołał przeczytać cokolwiek z tego oświadczenia to nie wiem. Sam to oświadczenie napisałem. :D
    Trochę kurka żałowałem, że te dokumenty tam były, ale przecież nie można tak cudzego nawet bez pozorów dobrej woli zwinąć! A oświadczenie brać trzeba - uczciwość nie popłaca - oddasz, a oskarżą cie o rabunek, albo co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No na to, żeby brać oświadczenia z przekazania, to nie wpadłabym nawet za tysiąc lat :D Szacun Kneziu, zawsze mnie czymś zaskoczysz i to są miłe niespodzianki :D

      Usuń
  4. Ooo, niezwykły szczęściarz z pana małżonka być musi.
    Wiele razy idąc chcę znaleźć COŚ, a znajduję jeno śmieci :-( Och, nieee raz znalazłam jeden jedyny raz małą szklaną kulkę, która dostała się moim kotowiczom i służy cudnie podczas nocnych zabaw będąc toczona ochoczo po kafelkach. A mąż osobisty nie znalazł do tej pory niczego :-( droga redakcjo, wymienić męża!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Redakcja jest ostrożna jeśli chodzi o zamiar przeformułowania składu rodziny! Zwłaszcza, że z tego co piszesz wynika, że mógłby wysunąć ten sam postulat. No podobny, bo wtedy chodziłoby o wymianę żony :D
      Reasumując, redakcja doradza cierpliwość i żadnych gwałtownych ruchów. Oraz pozdrawia ;)

      Usuń
  5. musi mieć facet fory u św Antoniego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm św Walenty, musiał ich poznać :D

      Usuń
  6. oo, fajnie, nigdy niewiadomo jakie skarby może jeszcze odkryć..
    Mi ostatnio pod nogi sfrunęły pieniądze, urzędnik mijający mnie wyjmował papierosy z kieszonki i fruu, w banknotach pod mojego klapka prawie 500 euro, zawołałam, facet był niezle przerażony bo to były pieniądze firmowe na zapłatę faktury ale nie usłyszałam dziękuję...ach ci urzędnicy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, byłoby grube znalezisko. :D Mnie tam nic nigdy nie fruwa. Chyba raz znalazłam złotą bransoletkę. Z drugiej strony, jak pomyślę ile rzeczy zgubiłam to stopa zwrotu zupełnie mi się nie opłaca! :D

      Usuń
  7. O, byłam pewna, że zostawiłam komentarz! :D
    Niestety, mam szczęście tylko do znajdywania pojedynczych dokumentów, przeważnie wszelkiego rodzaju legitymacji studenckich i szkolnych, które odsyłam pocztą, choćby na drugi koniec ulicy. A to dlatego, że raz znalazłam portfel z kasą, odniosłam właścicielowi i nie usłyszałam "dziękuję", a OPR za to, że podobno brakowało 300 zł (znalazłam 200). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli patent Knezia z oświadczeniem może się sprawdzić :) Gdyby mi się zdarzyło coś znaleźć, to będę pamiętać o tym pomyśle.

      Usuń