Szukaj na tym blogu

sobota, 1 marca 2014

Pasiemy się :p

Zastanawiałam się ostatnio, co też miałabym okazję jeść, gdyby moi rodzice mieli Internet i nie daj Boże, inspirowaliby się znalezionymi tam przepisami. Musiałoby wyjść z tego jakieś całkowite kulinarne szaleństwo! Najstarszy udany kuchenny eksperyment, który pamiętam, to zupa pomidorowa z dodatkiem włoskich orzechów. Bardzo mi smakowała.

Swoją drogą, zawsze podziwiałam "rozciągliwość" obiadową w moim rodzinnym domu. Ilu by nie przyszło przypadkowych gości,  zawsze starczyło dla wszystkich! Naczelną zasadą było, że nikt z tego domu głodny nie wyjdzie! Zresztą ta uświęcona tradycją zasada, nieodmiennie panuje po dziś dzień.

Rodzice nie mają komputera, Internetu, więc źródłem inspiracji pozostaje nadal ich wyobraźnia, doskonały smak, poczucie estetyki i bardzo stare książki kucharskie Ćwierczakiewiczówny albo „Kucharki litewskiej”, zawierające przepisy z XIX w. Kiedy Ojciec zalega na kanapie z Kucharką w ręku, mamrocząc półgłosem: „weź 1,5 kopy jaj (...)”, wiadomo, że niebawem weźmie się za coś zupełnie niebywałego, tylko dostosowanego do potrzeb małej rodziny. Wtedy wara, żeby ktoś wchodził do kuchni!

                                                           sałatka z owoców morza

Kucharka litewska jest wyjątkowa, także ze względu na wstęp Wacława Odyńca, który w ten sposób recenzuje tę książkę: „Studiowania "Kucharki litewskiej" pod utratą dotychczasowych poglądów odchudzającym się pannom i mężatkom, dietetykom, chudym weredykom, skrzywionym wątrobiarzom, urodzonym pesymistom - nie polecam; do korzystania z niej skrzętne panie domu, rządne gospodynie, czerstwych rolników, prawych myśliwych, tęgich gawędziarzy – zachęcam!”

                                                       Omlet zapiekany z pomidorami

No właśnie! Ojciec chudym weredykom, mówi stanowcze nie! I studiuje do wypęku, głównie z nostalgii za Kresami, z których pochodzi i tęsknotą za smakami własnego dzieciństwa, o których uwielbia opowiadać, a jeszcze bardziej (z pożytkiem dla nas wszystkich), przywoływać na talerz w praktyce.
 
                                                               Pieczone jabłka

I tak, w każdy weekend obowiązkowym punktem, jest wizyta u moich rodziców, którą zwykle wieńczy rozdzielanie leków na lepsze trawienie. Ostatnio na przykład, trawiliśmy pieczyste w postaci przepiórek faszerowanych wątróbkami, owiniętych w bekon dla zachowania kruchości, z dodatkiem pieczonych w ziołach ziemniaków. Na deser, pieczone w duchówce jabłka z miodem, cynamonem i gorzką czekoladą!

                                                                 Przepiórki

Na jutro natomiast, jest zapowiedziana „wyluzowana kaczka”, zręcznie pozbawiona kości. Też będzie czymś faszerowana i artystycznie zaszyta. Farsz jest zazwyczaj elementem niespodzianki.
 
Biedny Małżon, którego obowiązki zawodowe trzymają zazwyczaj daleko od domu, dzwoniąc w weekend, zaczyna rozmowę pytaniem: „Co jedliście u Dziadków?” A my, radośnie katujemy go wtedy szczegółową opowieścią. Słabo biedak to znosi...


                                                                   Flądra duszona
Trzeba jednak oddać Ojcu sprawiedliwość. Kiedy jest uprzedzony wcześniej o powrocie ulubionego zięcia, przygotowuje mu coś specjalnego z katalogu jego ulubionych dań, najczęściej rybnych.
Taką choćby duszoną w warzywach i sosie śmietanowym fląderkę.

                                                               Chrupiące uszka
Nie muszę pisać, że najlepsze są dni, kiedy wachlarz dań ze względu na okazję, jest bardzo szeroki, a Mama z Ojcem, łączą swoje potężne, kulinarne siły.  Weźmy taką Wigilię i  moje ukochane, chrupiące uszka, których nie wrzuca się do barszczu, tylko hałaśliwie zagryza, trzymając takie uszko w ręku. Albo zastolne imieniny, które dzięki doskonałemu jedzeniu, takimż napitkom oraz barwnym opowieściom gospodarzy, są zwykle bardzo udaną imprezą, (Można przypomnieć sobie tutaj)
 
Jutro jedziemy na urodzinowy obiad Mamy. Nie mogę się już doczekać tej kaczki, która jest jednym z moich topowych dań! Zupełnie nie rozumiem, czemu nie otrzymałam w genetycznym wianie tego daru? Dość niesprawiedliwe! 

12 komentarzy:

  1. Może jeszcze go w sobie nie odkryłaś ;p wiesz, jak z tym zakopanym talentem ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tyle podjętych prób, już by się ujawnił - wierz mi! :p

      Usuń
  2. masz za to inne rozliczne talenty ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no... Pełno powiedziałabym nawet! :D heh

      Usuń
  3. .....a mogę jechać z Tobą....? Na te urodziny....? :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Kaczuszka też była przepyszna!!!! Właśnie pękając w szwach, wróciłam :D

      Usuń
  5. Też bym słabo znosiła na miejscu małżona :-) ...
    eeech z Twoimi to bym się dogadała bo łakomczucha jestem jak stąd do bieguna. A tak nawiasem mówiąc to zbieżne tematy nam się trafiły - zapraszam na moje pierogi

    OdpowiedzUsuń
  6. Okrutnie mi się Waćpanin Pan Ojciec podoba:) Okrutnie...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Wachmistrzu :) Będzie bardzo rad, kiedy mu przekażę wyrazy sympatii. A, że na nie zasługuje, to rzecz zupełnie pewna. :)

      Usuń