Szukaj na tym blogu

środa, 13 listopada 2013

Pewność! :p

Małżon dba o uzębienie z godną chwały skrupulatnością. Tym razem również przypadł u niego czas interwencji stomatologicznej. Iść trzeba, to się umówił na wieczorny remont u zaprzyjaźnionej od lat dentystki. Jako, że nasza zabytkowa skodzina została zezłomowana, musiał się pogodzić z transportem miejskim i na powrót odnaleźć w skomplikowanej siatce dróg i pojazdów ZTM w Gdańsku. Dla pewności wyszedł prawie dwie godziny przed czasem wizyty.

Pierwsze cztery godziny nieobecności Małżona, niespecjalnie mnie niepokoiły. Wiadomo – dwie przed czasem, do tego jedna wysokopłatna na działalność dentysty. Plus jeszcze jedną na powrót. Hmm, a Małżona dalej nie ma! W tym czasie odwiedził mnie rzadki gość tj. mój brat Kapitan, który częściej widuje somalijskich piratów niż ukochaną, młodszą siostrę. Radość z tego spotkania przyćmił trochę lęk o nieobecność Małżona. Czekaliśmy zatem wszyscy.

Wtem, zgrzyt klucza w zamku obwieścił jego powrót. Ni to wszedł, ni to wskoczył do domu Małżon, kulejąc czy też raczej powłócząc prawą nogą. Okazało się, że na drodze do dentysty, nagle mu wyrosła budowa kolei metropolitalnej! Takie przeszkody, jak wiadomo nie zrażają człowieka, za którego wyszłam między innymi właśnie dlatego. Sforsował jakieś płoty czy inne wykopy. Źle stanął ale dowlókł się ostatkiem sił na fotel dentystyczny i dzielnie poddał obróbce wiertarką.

Brat Kapitan, który na statatku w sytuacjach „emergency” pełni także rolę medyka pokładowego, obejrzał spuchniętą stopę oraz zaordynował doraźnie okłady z Altacetu. Oboje (ja i brat), zasugerowaliśmy, że warto by sprawdzić co się w tej stopie dzieje, zwłaszcza, że jutro przypada koniec krótkiego urlopu Małżona i miał w planie znowu tłuc się ciężarówką po europejskich drogach.


A gdzie tam? Co też my gadamy? Jedyną opcją, którą zautodiagnozował Małżon to nadwyrężenie ścięgna. W dodatku Achillesa! Kategorycznie odmówił wizyty na pogotowiu uznając, że miednica z zimną wodą godnie zastąpi poradę medyczną. Nie takie miał urazy. W ciągu ostatnich kilku miesięcy: spadł na plecy z naczepy ciężarówki, (po czym wyrosło mu tylko drugie biodro w kolorze intensywnie fioletowym. Taka dojrzała śliwka węgierka, powiedziałabym), spadł z roweru przy prędkości 40 km/h (przy czym rozsypał tylko wiezione zakupy) i w ogóle jest raczej taki z grubsza niezniszczalny. A my tu, jak banda jakichś rozhisteryzowanych hipochondryków narzucamy się z pomocą.

Goście poszli. Miednica słabo pomogła. Zimna woda z lodem do drinków także. Może mam chociaż jakieś środki przeciwbólowe? Ałaaaaaaa!

A dziś rano, kategorycznie zażądałam wycieczki do Szpitala Wojewódzkiego. Noga złamana ofkoz. W pięcie czy jakoś tak. Coś tam się poodczepiało od więzadeł. Przystojny lekarz ortopeda, który poza szarpaniną ze składakami, growluje w kapeli metalowej Procez, dał wybór - 6 tygodni w gipsie albo 8 tygodni w stabilizatorze za trzy i pół stówy. Padło na ten ostatni.

Cały Boży dzień, zajęła nam skomplikowana medyczna procedura pozyskiwania porady, stabilizatora, oraz zwolnienia lekarskiego. Kiedy już wszystko wskazywało na to, że ten długi i męczący dzień dobiega wreszcie końca, z całej siły przywaliłam Małżonowi drzwiami od taryfy we wspomnianą nogę... Bo się grzebał niemożliwie wsiadając jakby miał sztywne kolano a nie faking stopę! Tymczasem z naprzeciwka jechał akurat samochód. Generalnie całą drogę do domu gryzł z bólu pożyczoną kulę i już na 100%  nie ma wątpliwości, że ta noga jest rzeczywiście chora! :p 

6 komentarzy:

  1. Trza mu było kciuk przytrzasnąć, to by o nodze zapomniał :D
    A tak poważnie, to szkoda chłopa! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kaskaderzy" tak mają! :) Jeszcze się nie dogrzebałam do swoich potencjalnych pokładów empatii. Pozdrawiam, Yuka

      Usuń
  2. to zemsta pozagrobowa skodziny za pocięcie na żyletki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że też o tym pomyślałam? Związek przyczynowo - skutkowy zdaje się być oczywisty... :) Pzdr, Yuka

      Usuń
  3. Żeby nie ten ostatni akapit, napisałabym, że całe szczęście, że na swiecie są kobiety, co tych niezniszczalnych facetów czasem zmobilizują ;) Ale to się wyrównuje, hehe.

    Życzę szybkich i bezbolesnych zrostów - babcie mówią, że galaretki z nóżek dobrze robią na zrastanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I to jest rada! Galaretka z nóżek brzmi dobrze, nawet jeśli nie przysłuży się jakoś szczególnie zrastaniu, zadziała dobrze na humor Małżona :) Pzdr, Yuka

      Usuń