Szukaj na tym blogu

sobota, 20 października 2012

Myk, myk disco polo :p

W ostatni czwartek, z Małżonem i Przyjaciółmi postanowiliśmy się rozerwać na koncercie Braci Figo Fagot. Miejsce – klub Kwadratowa. Jeśli już za młodu gdzieś bywałam, to w tym studenckim klubie właśnie. Odżyły wspomnienia...

Jak całą paczką, pojechaliśmy na koncert Kultu, który ostatecznie się nie odbył. Polonez odmówił wtedy uczestnictwa w drodze powrotnej i pchaliśmy go całą drogę z Kwadratu na Przymorze, odpoczywając tylko na czerwonych światłach.

Albo odbywający się tam, historyczny, pierwszy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzie zrywający z siebie wszelkie precjoza, o wartości nie tylko sentymentalnej. Do puszek szły pierścionki, łańcuszki i marna studencka kasa. Wszystko, co mogło pomóc w ustalonym celu pomocy chorym dzieciakom. Byłam, widziałam i zrywałam.

Albo gdy nie chcieli mnie wpuścić do klubu bez dowodu osobistego, bo nie wierzyli, że mam już 18 lat. Miałam o sześć więcej i zamiast docenić to, co dziś wydałoby mi się zapewne komplementem, wtedy byłam po prostu wkurzona na maxa. Ale naukę wyciągnęłam. Wierząc, że dalej wyglądam tak samo, dowód w ostatniej chwili wrzuciłam do kieszeni. W przeciwieństwie do Małżona, który zaledwie parę chwil wcześniej przybył z tirowej trasy i przed koncertem zdążył się tylko ogarnąć higienicznie po długiej podróży.


Przed wejściem na koncert, do tego jednak (umówmy się) kameralnego klubu, szpaler ochroniarzy, macał chłopaków, weryfikował damskie torebki i sprawdzał dokumenty. Ja miałam, przyjaciółka też, za to nasi mężczyźni o posturach niestandardowych i wróżących zadymę – nie! Nie chcieli nas wpuścić, poradzili odsprzedanie biletów innym, czekającym na zewnątrz fanom, tudzież skoczenie do domu po brakujące dowody. Koncert będzie opóźniony, więc założyli, że przy dobrych wiatrach, operacja może się udać.

Wreszcie padło kluczowe pytanie:
- Skąd jesteście?
- Z Sopotu – zgodnie z prawdą odrzekła koleżanka.
- Z Oruni – w tym samym czasie, z taką samą prawdą w oczach, powiedziałam ja.

Pomarudzili, obmacali i koniec końców wpuścili. I natychmiast otrzymałam reprymendę za własną szczerość.
 - Ale żeś jebła z tą Orunią. I tak nie chcą nas wpuścić, a ty jeszcze wyjeżdżasz, że z Oruni!
Racja. Prawie dwumetrowy chłop z meldunkiem w tej okolicy, stanowi większe zagrożenie od dwumetrowego chłopa z takiej Żabianki na przykład...


Przed koncertem wierni fani discopolowego pastiszu, odśpiewali wszystkie największe przeboje duetu. Nie refren tylko całe. Sala grzmiała od „Bożenki” i „Gdybym zgolił wąs”. Studenci przyszli też w outfitach, które pasowały do koncertu. Dresy, białe skarpety frotte i sandały, to zestaw obowiązkowy tamtego wieczoru.

Cudnie było! Nawet Małżon, do którego nie do końca przemawia, że śpiewamy z Juniorem takie hiciory, nie ogląda Kapitana Bomby i Misia Pushupka, raptownie poczuł klimat. Wiadoma sprawa, myk, myk disco polo...
 

1 komentarz: