Szukaj na tym blogu

niedziela, 16 września 2012

Grzyby z Mensy :p

Jesień to czas wycieczek do lasu. Jedni wyjeżdżają sobie po prostu pooddychać świeżym powietrzem, inni znoszą chrust żeby przepalić w piecach zanim mróz nakaże używać bardziej kalorycznych paliw. No i grzyby! Grzybobranie to wszak najmodniejsza jesienna rozrywka. Pamiętam jeszcze czasy tzw. „grzybobrań zakładowych”, kiedy wynajęty autobus, wywoził pracowników daleko w las. Na miejscu wysypywali się napruci jak bure koty grzybiarze, zionąc przy okazji jajkami na twardo oraz czystą wódką. Potem jeszcze tylko slalom między drzewami i już można było wsiadać z powrotem by raczyć się znowu wycieczkowym prowiantem.


Od lat nie miałam okazji uczestnictwa w tej pięknej, polskiej tradycji. W miniony weekend wreszcie się udało. Tym razem wyjazd, zamiast zakładu, zorganizował zarząd wspólnoty mieszkaniowej, (który to zresztą zarząd, w 1/3 reprezentuję). Ponieważ z kolei wszyscy reprezentujemy Orunię, było wiadomo, że wyjazd musi nastąpić dzień wcześniej niż samo zbieranie. Okazało się, że zmianie uległo także niegdysiejsze menu. Jajka na twardo, zostały wyparte przez grillowane mięsiwa, okraszone domowymi marynatami, a kulturalny, współczesny grzybiarz powinien sączyć Mojito! To sączyłam, a jakże. 


Choć nie jesteśmy częstymi bywalcami takich wypadów, Małżon oczywiście zaistniał jako posiadacz specjalistycznego noża do zbierania grzybów. Jakoś wcześniej nie przyszło mi do głowy spytać go, do czego służy mu w zbiorach, nóż zakończony pędzlem z dość sztywnego włosia?! Okazało się, że któraś z gazet uszczęśliwiła grzybiarzy dodatkiem w postaci profesjonalnego sprzętu do cięcia i jednoczesnego czyszczenia... Dziesięć punktów do prestiżu!

 A teraz o samych grzybach. Nikt mi nie wmówi, że należą do świata roślin! Więcej! Dam sobie głowę uciąć (bez wielkiej zresztą straty), że te wszystkie prawdziwki, koźlaki i podgrzybki są istotami wyższego rzędu, na dodatek obdarzonymi podłymi charakterami!

Wszystko jest łatwiej znaleźć niż te ukryte w runie potwory. I do tego jeszcze, ta ich strategiczna organizacja! Wystawiają warty w postaci muchomorów i innych „psiarów”. To nie przypadek, że te zionące trującymi substancjami widać z daleka! Tylko się człowiek pochyli nad kropkowanym cudem natury, zaduma nad ich pozornie bezsensowną urodą, a wokół zaraz rozlega się szelest uciekającej, jadalnej braci. Założę się, że mają niezły ubaw patrząc zza paproci na uzbrojonych po zęby w koziki, błąkających się ludzi.

Powiecie, że przecież niektórzy wracają z pełnymi koszami. To proste! W tej partyzanckiej walce muszą być ofiary. Wypchną więc czasem jakąś grzybową pierdołę, żeby dała się złapać. Ot tak dla dobra reszty! Grzyby jak Spartanie w pierwszej kolejności eliminują spośród siebie najsłabszych. Dlatego najprościej jest się natknąć na zmurszałe i zarobaczywione mutanty, których los i tak jest przesądzony.


Na zbieraniu, grzybia złośliwość wcale się nie kończy! Jak już dopadnie się takiego cwaniaka, zrozumiałe, że chciałoby się go widzieć jako wiszące na ścianie trofeum (bez rogów i zębów ale za to z imponującym mózgiem skitranym w kapeluszu). A co on robi wówczas? Zamiast cieszyć oczy i dać się napawać zwycięstwem, kurczy się momentalnie i brzydnie.

To samo na patelni. Niby wrzucam kilka dorodnych okazów, a po chwili widzę smętną małą kupkę, której niegdysiejsza świetność pozostała tylko w zapachu. Małżon je przechytrzył. Większość w całości zamroził, a resztę wepchnął do słoików. Tutaj zresztą też okazało się, że skład marynaty godnej XXI wieku, powinien zostać jakoś wzbogacony. Na forach internetowych proponuje się użycie cynamonu bądź kolendry. Użyliśmy.


2 komentarze:

  1. tez chcę na grzybobranie!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatni raz, byłam na nim jakieś 12 lat temu i głównie śledziłam leśne poczynania Juniora, zamiast zbierać :)Potem jakoś się nie składało i nawet zdążyłam zapomnieć, jaka to frajda :)

    OdpowiedzUsuń