Szukaj na tym blogu

czwartek, 23 sierpnia 2012

La szpitalle :p

Chcąc wykorzystać do maksimum ostatnie dni wakacji, za tydzień wybieram się do szpitalnego SPA. :p Co prawda oczekuję, że mają tam Wi-Fi, ale na wszelki wypadek (gdyby jednak nie), trzeba trochę popisać na tak zwane „zaś”.Potem nie będzie czasu, bo na taki „wyjazd” trzeba się starannie przygotować. Wiem bo byłam!

Nie bez znaczenia jest na przykład ubiór. Jeśli ktoś sądzi, że w szpitalu dalej występuje się w pasiakach, – to się GRUBO myli! Teraz piżamami rządzi krata. Szczęśliwie dom mody Tesco, ma w swojej ofercie kilka nadających się produktów. Przyda się także koszula (koniecznie z jakimś "hipsterskim" nadrukiem typu: Hello Kitty... Im starsza baba, tym bardziej konieczne  dziecinne wdzianko z bohaterami kreskówek, taki wniosek wyciągnęłam w listopadzie. Tak się przejęłam tym, że bez odpowiedniego anturażu nie uda mi się zaadaptować do ogólnych wymogów, że sama wysłałam na sygnale Małżona po koszulę z kaczką Daisy, stawiając na dyskretny urok disneyowskiej klasyki. :p

Jeśli chodzi o standardy „obuwnicze”, to niestety też się trochę pozmieniało. Najlepiej jest nosić japonki. Eleganckie panie w szpitalu dbają, by wyraźnie za ich pomocą wyeksponować halluksy, wrastające paznokcie oraz pięty z tak narośniętym naskórkiem, że tylko badania poszczególnych warstw izotopem węgla C14, jest w stanie określić lata, w których bez przeszkód sobie narastał...

Tak przygotowane, śmiało możemy przyjmować rodzinę i przyjaciół, odbierając od nich należne kilogramy pomarańczy! W najlepszym momencie, miałam ich chyba z pięć kilo!!! Najgorsze jest to, że nie da się nimi specjalnie  dilować, bo każdy pacjent jest ich posiadaczem.  Handel wymienny w szpitalu upadł wraz z epoką rosołu w słoikach... 

                                        niebanalne rozmieszczenie szpitalnych włączników

Z kolei kiedy mowa o bagażu, będzie krótko. Po prostu trzeba mieć wszystko. Szuszarki, lokówki, prostownice, półkę z książkami, czajnik, kubek, sztućce, talerze. Jedna z moich współlokatorek na sali miała nawet własną pościel oraz ciśnieniowy ekspres do kawy! Poważnie, ani trochę nie ściemniam, a ci co byli (z pomarańczami :p) zaświadczą! Wyciągnę raz jeszcze anegdotę, o której co prawda wspominałam kilka miesięcy temu na Facebooku, ale jest tego warta...

Jednej z pań po intensywnej antybiotykowej kuracji zrobiła się opryszczka na ustach. Mocno to jakoś biedaczce dolegało, spytała więc nas – współlokatorek, czy nie jesteśmy czasem w posiadaniu maści zwalczającej rzeczoną opryszczkę? Pani od ekspresu, pościeli i innych gadżetów (miała pod łóżkiem trzy duże torby oraz zajmowała dwie szafki, w tym moją) oczywiście miała i użyczyła. Kobieta smaruje się po tych ustach, a pożyczkodawczyni mówi: - „Zawsze ją noszę przy sobie bo ja mam opryszczkę waginalną!” Mina smarującej –  BEZCENNA!

Opisałam to, co niezbędne w szpitalu, ale ten kto nie bywa musi mieć świadomość, że pozmieniały się także inne rzeczy... Na przykład „aplikacja czopków”, że się tak elegancko wyrażę! Otóż jak wygląda czopek każdy wie, gdzie się go umieszcza, zapewne też, ale nawet ta jakże dyskretna czynność wygląda teraz zgoła inaczej... Otóż panie pielęgniarki (absolutny zakaz zwracania się do nich się per „siostro”), przynoszą tacę. Na tacy stoi plastikowy kieliszek. W plastikowym kieliszku umieszczona jest fantazyjnie zwinięta jedna jednorazowa rękawiczka, a dopiero w rękawiczce clue programu – nasz przydziałowy, opakowany czopek! Taka Francja! 

Teraz oczekuję, że od listopada, kiedy to miałam przyjemność poczynić te obserwacje, postęp mógł pójść jeszcze dalej i będą to wszystko serwować na miśnieńskiej porcelanie, a przynajmniej rodzimym Bolesławcu, ze specjalnie dołączoną instrukcją Jolanty Kwaśniewskiej... 

                                                     PS.   NIE CHĘ POMARAŃCZY!!! 
                                                               


5 komentarzy:

  1. Rok 1980.Szpital. Posiłek czyli obiad. Serwują kobietą po porodzie, grochówka na pierwsze, a
    na drugie ziemniaki i jajka w sosie musztardowym oraz kompot ze śliwek. Ciekawostka drobna w tym wszystkim: jajka były w skorupce zalane sosem:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha :) Muszę ten przepis wypróbować na wielkanoc :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż nie wiem , co napisać :). Więc - zmilczę :).

    OdpowiedzUsuń
  4. odwiedzając jeden z warszawskich oddziałów chirurgicznych poczyniłam taką oto obserwację - nadobne panie w wieku balzakowskim odsztafirowane w tiule i falbanki, każda uszminkowana, włos wymodelowany z uwielbieniem w oczach zerkające na lekarzy odpowiadały z wielkim przejęciem na pytanie "rano kupa była? - "była"!, więc Ewa ty szykuj lanserską wyprawkę bo inaczej to nie wypada pokazać się w towarzystwie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty się lepiej mi pochwal gdzie Ciebie znaleźć będę mógł. Ostatnioto stan mojej żony nie pozwolił mi na odwiedziny, tym razem droga wolna, tylko kierunek wskaż i termin dogodny.

    OdpowiedzUsuń