Szukaj na tym blogu

środa, 22 sierpnia 2012

Dzień, w którym pękło niebo :p

No tak. Tytuł „dżemowej” piosenki dobrze oddaje sens wczorajszego dnia, to go sobie pożyczę na bloga. Najwyżej mnie wsadzą za piractwo cytatów. Więc od wczoraj jestem posiadaczką rozpoznania. Otóż zdaniem mojej pani neurolog, twardnieję w sposób rozsiany. Całą minioną noc, intensywnie się edukowałam, czytając wątki z forum dla chorych tudzież tylko tych podejrzewanych. To, że taka diagnoza to kaszan i nieszczęście jest dość oczywiste, ale są też nieoczekiwane plusy... Dowiedziałam się, że jeśli ktoś nie spełnia jakichś kryteriów choroby, mimo kompletu objawów – nie przysługuje mu leczenie. Choć jak spełnia - to też z tym leczeniem jest różnie. W Polsce ofkoz, bo podobno nawet prezydent Łukaszenka, bez mrugnięcia okiem refunduje konieczne leki. I to się nazywa człowiek wielkiego formatu! :p (Btw, nie ma ktoś ciotki na Białorusi, u której można się zameldować?)

Nawet chciałam się zarejestrować na wspomniane forum, ale gdy wpisałam rocznik urodzenia 1976 – wyskakiwał komunikat, że: „data urodzenia nie mieści się w dopuszczalnych granicach” Próbowałam kilka razy, zawsze z tym samym efektem. Wychodzi na to, że takich Matuzalemów już nie ma. (No może poza Tiną Turner) 


Drugie moje spostrzeżenie wynikające z lektury, to takie, że istnieje co najmniej kilka chorób, podszywających się pod SM. Na przykład taka odkleszczowa borelioza. Nie jestem co prawda świadoma ugryzienia przez kleszcza, nie oznacza to jednak wcale, że nie mogło ono mieć miejsca. Zwłaszcza, jeśli koczował jakiś czas w moich kudłach. (tak, tak - to faza negacji i braku zgody na diagnozę, która moim skromnym zdaniem ssie!)

Teraz o wsparciu. Przejawia się w sposób trojaki:
  1. Opowiadanie mi o swoich znajomych chorujących na SM, u których przebieg choroby jest prawie nieodczuwalny, właściwie to wcale nie postępuje! „Cuda wszak się zdarzają!”
  2. Opowiadanie mi o swoich znajomych chorujących na SM, którzy w sposób galopujący zamienili się w warzywa. „Oby tobie to się nie przytrafiło!”
  3. Opowiadanie o swoich własnych (innych) chorobach, żebym nie czuła, że mam znowu tak najgorzej, a wręcz dziękowała opatrzności za łagodny wymiar kary :)
No dobra, nie będę niesprawiedliwa. Większość po prostu powiedziała, że będzie dobrze, i że dam radę! Dzięki. Co tu ściemniać, to było dla mnie ważne i pomocne. No i było mi raźniej.

A jedna z moich przyjaciółek, dostawszy mojego wczorajszego sms'a - wyprosiła swoich gości, wzięła od nich Jacka Danielsa, (którego przynieśli na opijanie zupełnie innych okoliczności )
i przyjechała, mimo że wieczór był już srogo zaawansowany. A po takim Jacku, perspektywa się zmienia dia-met-ral-nie! Na lepsze. Teraz jestem oazą spokoju i opanowania. Cholernym kwiatem lotosu! :p Starym Joginem przyjmującym los z dobrodziejstwem inwentarza. Nie przeszkadza to wcale zmianie zdania, w przypadku gdyby coś mi się w ciele posypało. Z góry zastrzegam, że nie wykluczam wtedy zamiany we wkurzającą histeryczkę. Ale wtedy postaram się nie wywnętrzać, więc spoko. :p


W razie przysłowiowego „Niemca”, mam nawet przypadkowo własną, wypasioną parcelę w Sopocie! :p Kiedy chowaliśmy jakiś czas temu moją stuletnią ciotkę, trzeba było zwyczajowo opłacić grób na 20 lat. Pani z biura uważnie obrzuciła spojrzeniem mojego ojca, po czym autorytatywnie zdecydowała, że lepiej dokumenty wypisze jednak na mnie. Wtedy (w odróżnieniu od ojca), wyglądałam na taką, która będzie zdolna dokonać kolejnej wpłaty w 2030 roku! Podobne oczekiwania co do mnie, ma także mBank, w związku ze spłatą kredytu hipotecznego. Kto jak kto, ale pracownicy Zieleni i banki, zdają się mieć doświadczenie w tego typu ocenie. Ja tam im ufam!

7 komentarzy:

  1. wprawdzie sms nie dostałam ale i tak myślami jestem z tobą!

    OdpowiedzUsuń
  2. I dobrze, że ufasz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. po prawdzie tez nie dostała..m:)ale.. ufam,że ufasz.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewuś, skoro Daniels jest najlepszym lekarstwem, może załatwię Ci refundowane recepty? Mam jednego zaprzyjaźnionego lekarza - wypisze mi wszystko, z herą i trutką na szczury włącznie...

    OdpowiedzUsuń
  5. za tę trutk to ja jednak podziękuję :p

    OdpowiedzUsuń
  6. No to sobie poczytałaś i obkułaś się:) Teraz czas na opoczynek:) Walnij się w trawę i spójrz w niebo:) Może i pękło ale nadal jest błękitne i świeci tam śłońce:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewa wrocila mi swieta.Od rana czytalem.skonczylem.
    Ona,jak ja,ciagle obraca sie w takim zwyczajnym (nie napisze
    gownianym) towarzystwie i jest niezwyczajna.Mamy nadzwyczajna lekkosc
    bytu,a Ona ma jeszcze piekny umysl,ktorego mi brak.U mnie tylko
    serce...
    Podziekuj Jej i przekaz moja wiare,ze da rade.Bo musi,bo jest potrzebna.
    Dobrych Swiat;)
    co niniejszym czynię .
    Baśka

    OdpowiedzUsuń