Szukaj na tym blogu

wtorek, 8 maja 2012

Co tam Panie w polityce? :p

Maj jest miesiącem, gdy flagi państwowe łopoczą regularnie. Jestem stworzeniem politycznym. To znaczy z musu, jak większość... U nas po prostu trzeba znać się na polityce, bo ta dziedzina (życia?!), zdaje się być wszechobecna i włazi z butami nawet tam, gdzie nikt jej nie chce. Więc w zasadzie – cytując klasyka: „Nie chcem, ale muszę! ;p

Również w maju, z powodu imienin mojego ojca Stanisława, mam okazję raz do roku „zbadać nastroje polityczne” w mojej obszernej rodzinie,  o tyle ciekawej, że absolutnie niejednomyślnej.  W moim małym świecie to próba zaiste reprezentatywna... Dokładnie pamiętam imprezę, sprzed dwóch lat, która z powodu ważnych wydarzeń, zdeterminowała biesiadne rozmowy...

Po pierwszym toaście za zdrowie solenizanta widać było jak wszyscy pałają chęcią zajęcia stanowiska, odnośnie"sprawy smoleńskiej".
Ciocia Dana zagaja pierwsza.
-         To straszne, co stało się w Smoleńsku. Pomyśleć, że mija już miesiąc od tego wydarzenia!
Reszta biesiadników potakuje zgodnie, że tak. Tutaj pełna zgoda! Rzeczywiście straszne! Ale w końcu, nie po to spotkali się przy jednym stole, żeby się tak zgadzać ze sobą bez sensu...

Więc Wuj Rysiek pyta zaczepnie:
-         A co sądzicie o pochówku na Wawelu?
Ciotce Basi fakt ten nie robi żadnej różnicy, bo w końcu kogoś muszą tam chować, a królów jak wiadomo w chwili obecnej nie posiadamy. Ciocia Dana jest za i przy okazji wspomina o atrakcyjnych ofertach biur podróży, których hitem są zorganizowane wycieczki do Smoleńska. Owszem -  rozważa wzięcie  udziału w takowej! Wuj Zbyszek (po kolejnym toaście) jest bardziej kontrowersyjny i mówi, że absolutnie Wawel był pomysłem od czapy. Temat jakby został wyczerpany...

Całe szczęście w odwodzie pozostała jeszcze kwestia ówczesnych wyborów prezydenckich
Najpierw wszyscy zgodnie obśmieli kapitana z Gdyni, któremu udało się zebrać dwa tysiące podpisów, ustalając że każdemu z zebranych, tylko pośród samej  rodziny i znajomych,  udałoby się pozyskać więcej! Jednakowoż, ostatecznie chęci udziału w starciu prezydenckim, ewidentnie nie przejawiał nikt!
Opalony kandydat z wyrokami prawo i nieprawomocnymi, też bynajmniej nie poróżnił dyskutantów. Ale musiało paść wreszcie staropolskie imię Jarosław!



Babcia Hania nie jest do cholery jakąś Polską „B”, żeby na niego głosowała! Na takie dictum oburzyła się z kolei ciocia Bronia – gorąca zwolenniczka JK. Z racji niebagatelnych 98 lat, polityka historyczna jest jej bardzo bliska. (Pamięta cara oraz dwie wojny światowe). A poza tym ksiądz z Torunia, nieraz mówił że Jarosław prawdziwym Polakiem jest!

Ciotka Dziunia, wcześniej zastanawiała się nad Komorowskim, ale po tym jak został pełniącym obowiązki – nie jest już tego taka pewna. Uważa natomiast, że Sikorski spisałby się lepiej... Na ten moment,  nie deklaruje skorzystania ze swoich praw wyborczych i do urny iść nie zamierza!

Co to za kraj, gdzie do jasnej Anielki, do sparingu szykuje się ponad dwudziestu kandydatów, a głosować i tak nie ma na kogo??? Cała rodzina zasępiła się zgodnie.
- No to zdrowie pieknych pań po raz siódmy!

Tymczasem w Parku Oruńskim, dokonuje się wlaśnie nasadzeń brzozy w ilościach hurtowych...:p Pozdrawiam, lecę na  tegoroczne imieniny :))

1 komentarz: