Szukaj na tym blogu

środa, 18 kwietnia 2012

Poczet Żurów :p


Moja dzielnia ma złą sławę. Ci, którzy rzadko zapuszczają się w te rejony Gdańska, są mocno przekonani, że zaraz po tym jak ujrzą zawiązane na supeł oruńskie latarnie, padną od licznych ran ciętych, kłutych i szarpanych. Sława nie wzięła się znikąd. W przeszłości, rzeczywiście wielu mieszkańców, ciężko pracowało na tę renomę. 

Lata jednak lecą i w zasadzie dziś - odcinamy już tylko kupony od dawnej świetności. :p  Najstarsi mieszkańcy pamiętają, że pierwszy atak, skazanego później na karę śmierci, za serię zabójstw - Skorpiona - nastąpił właśnie tutaj. (swoją drogą, niedoszła ofiara, mieszkała w mojej kamienicy.)

Stara recydywa częściowo wymarła, wyniosła się stąd po powodzi, albo tworzy malownicze (acz niegroźne) grupki pod sklepami. Wtedy, robiąc zwykłe, codzienne zakupy, można posłuchać dawno minionych i koniecznie wyolbrzymionych historii. Mimo spędzania długiego czasu na świeżym powietrzu, co rusz ktoś się wykrusza z wiśniowego towarzystwa.

Zabrakło już znanego przedsiębiorcy, który na trawniku pod sklepem, sprzedawał wódkę na kieliszki oraz ogórki na sztuki. Marża, którą narzucał, wystarczała mu na własne potrzeby. Doszły do mnie jednak słuchy, że teraz już niczego nie potrzebuje... Odszedł też Trampek, znany głównie z tego, że jak ginie samochód, to on „umożliwi jego odzyskanie”.

Lokalną sławą cieszy się też pan Edek, który przepięknie recytuje klasyczną baśń Aleksandra hrabiego Fredry. Nie za darmo oczywiście.
Mrok wieczorny - babcia siwa
przy kominku głową kiwa.
Nos jak haczyk, - okulary,
Coś tam mruczy babsztyl stary.
Snuje bajdy niestworzone,
O królewnie Pizdolonie,
O trzech braciach jak niewielu,
O matuli ich z burdelu,
(…)

W tym korowodzie barwnych postaci, zwraca uwagę młody człowiek, który codziennie stoi pod sklepem. Myślę, że nocą, też go tam zresztą nie brakuje. Nie ma więcej niż 30 lat. Pytając o niego, jego rówieśników, dowiedziałam się, że „zawsze był dziwny”. Wsławił się, gdy jako nastolatek porwał tramwaj z zajezdni we Wrzeszczu...

Ledwie się człowiek przyzwyczai do widoku czerwonych nosów, wszędzie wokół, to znajduje ich nawet pod własnymi drzwiami. Zimową porą, człowiek kroczy po schodach jak czapla, by nie nadepnąć żura, albo nie połamać sobie nóg, na części jego dobytku.

Widok, kogoś leżącego w nieprzytomnym upojeniu, nikogo tu nie dziwi. Dzieci tuż obok bawią się lalkami, traktując „leżaka”, jako zwykły element krajobrazu, który był i będzie tam zawsze. Bać się rzeczywiście nie ma czego. Co najwyżej poproszą o piątaka i honorowo obiecają, że oddadzą z najbliższej renty.


Jeszcze nigdy żaden mój piątak, przemieniony w wino, do mnie nie wrócił. Stopa zwrotu z inwestycji jest jednak dobra. Jak targam ciężkie siaty, zaraz obok pojawia się któryś z trunkowych smakoszy i oferuje pomoc w noszeniu. Moje koleżanki wjeżdżają samochodami do wykaflowanych garaży, by stamtąd wsiąść do windy. Mój oruński odpowiednik dostarczania zakupów na III piętro, też się sprawdza doskonale. Nie narzekam :p

Gdy robię porządek w piwnicy, hałas zaraz zwabia czujnego sąsiada, który trzeźwy był ostatnio jakoś w 92 roku… Otwiera swoją piwnicę, położoną naprzeciwko. Ja mówię, co jest niepotrzebne i mi zawadza, on – to wszystko pakuje vis a vis.

Ktoś powie: To jednak narusza „normy współżycia społecznego”. Na Oruni, co innego jest normą, co innego marginesem :p Im szybciej się to pojmie, tym łatwiej żyje…


4 komentarze:

  1. W stolicy złą sławą cieszy się Praga Północ obecnie prawie - co robi różnicę - przemianowana na warszawski Montmartre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie wiesz może czy Praga miała jakiś dobry okres? Bo Orunia owszem. W historycznych (ale nowożytnych) źródłach Orunię można bardziej porównać do Konstancina pod Wawą :) Bogaci kupcy, rzemieślnicy i badylarze...

      Usuń
    2. dobry okres to ma Praga Południe ;-) obecnie bardzo snobistyczne miejsce, przed II wojną mieszała tam generalicja.

      Usuń
  2. Fajnie ,,oglądać" Orunię Twoimi oczami :) Kaz

    OdpowiedzUsuń