Szukaj na tym blogu

piątek, 13 kwietnia 2012

Piątek trzynastego :p

Dziś pechowa data. Mam to w dupie, podobnie jak baby z pustymi wiadrami, czarne koty, drabiny, wysypywanie soli i tłuczenie luster. Dlaczego? Bo to po prostu dla mnie dzień,  jak co dzień!

Namiętnie wylewam, wysypuję, łamię i uszkadzam wszystko co trafi w moje w łapska. Jeśli nie zniszczę, to tylko dlatego, że wcześniej to gdzieś posieję (ostatnio telefon).
Oglądam sobie właśnie potężnego sińca nad kolanem (całkiem świeży upadek z roweru). W sumie po tym jak odrósł mi paznokieć po ugryzieniu przez psa, zeszły ślady po oparzeniu  i odpadły strupy po walce z gałęzią, która nieproszona wdarła mi się do buta -całkiem naturalne, że musiałam doznać kolejnych obrażeń…



Zaczęło się w wieku szczenięcym, kiedy to niemal każdy poranek zaczynałam od wchodzenia do wanny w spodniach od piżamki, celem odklejenia jej od strupów na wiecznie rozbitych kolanach. W kolanach mam zresztą do dziś  próbki żwiru i gleby z  Gdańska i okolic.

Mniej więcej w tym okresie, wybiłam sobie też kilka mleczaków na przedzie, chcąc zobaczyć co jest na lodówce. Krzesło usunęło mi się spod nóg i  zawisłam. Na zębach! A potem grawitacja zrobiła swoje. Notabene, wyrwa w szczęce, świeciła pustką przez kolejne trzy lata.
Dalej moja nietypowa skłonność, tylko ewoluowała. Pewnie dlatego, że zarobiłam w głowę pięciokilogramową piłką lekarską, którą ktoś przerzucił przez urny wyborcze stojące na sali gimnastycznej (pęknięcie podstawy czaszki i niechęć do polityki).

Biwak nad jeziorem we Wdzydzach, wspominam głównie dlatego, że wrzucona romantycznie przez kolegę do jeziora, nim wpadłam do wody by zacząć się topić, zdążyłam solidnie walnąć głową w pomost (wstrząśnienie mózgu). :p
W międzyczasie trenowałam jazdę konną, a im koń bardziej narowisty, tym frajda była większa. Jeden postanowił mnie ugryźć, podnosząc za yyy klatkę piersiową (zerwanie mięśni i ścięgien lewego barku). :p

Wśród dwudziestu palców, chyba nie mam takiego, który nie byłby w historii wybity, solidnie pocięty albo chociaż zmiażdżony, jak podczas wyprawy na siłownię, kiedy to wsadziłam obie łapy pod obciążniki jakiegoś urządzenia, wbrew pozorom zaprojektowanego po to, by forma fizyczna rosła!

Przypomniało mi się jeszcze, że udało mi się także obciąć fragment opuszka...uwaga, uwaga - mopem!!!  Być może wydaje się to niewykonalne, ale o tym, że nie da się połamać łyżew hokejowych, też mi mówiono...
Taka karma. Co gorsza przekazywana genetycznie. Ze wszystkich cech, które mógł odziedziczyć po mnie Junior, na kole fortuny DNA, wylosował właśnie tę! Dalej może być już tylko casting do Jackassów...

Gafy słowne? Proszę bardzo... Pierwsza z brzegu!
Wpadam biegiem do już odjeżdżającej SKM-ki, relacji Gdynia – Gdańsk. Zanim zdążyłam usiąść, pociąg szarpnął, a ja poleciałam prosto na kolana siedzącego vis a vis pana. Zerwałam się i grzecznie wytłumaczyłam:
-  Przepraszam, myślałam że będzie jeszcze stał!
Reakcja współpasażerów – niezapomniana!  Reakcja moja – kolory szczytującego kameleona aż do stacji docelowej!
Małżon natomiast ciepło wspomina pokazy Air Show, na których oglądając skaczących spadochroniarzy dociekliwie (i głośno) pytałam:
-  Kochanie, a po co im te plecaki?

3 komentarze:

  1. e tam ja na jedynym meczu piłki nożnej oglądanym na żywo - byłam na randce w ciemno ;-) doliczyłam się 3 drużyn-dwóch w kolorowych koszulkach na boisku i jednej w dresach krążących dookoła. Z panem od randki więcej się nie zobaczyłam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak był taki wybór, to się nie dziwię :)

      Usuń