Szukaj na tym blogu

piątek, 6 kwietnia 2012

Oruńskie stygmaty :p

Przekaz ustny głosi, że kamienica, w której mieszkam powstała w 1937 roku, jako siedziba dla rodzin żołnierzy Wehrmachtu...  Tak czy siak, liczy sobie sporo lat i na pewno, rozgrywała się tutaj niejedna, dramatyczna historia.

W natłoku spraw codziennych, rzadko myśli się o tym, co dawno przeminęło, choć czasem dzieją się rzeczy, które uruchamiają wyobraźnię. Mojej zresztą trzeba całkiem mało, by pracowała na najwyższych obrotach...

Pewnego zimowego dnia, wchodzę sobie  do kuchni, patrzę, a na kafelkach nad zlewem widnieją jakieś dziwne, rdzawoczerwone smugi... Jako, że wyżej wisi suszarka do naczyń,  bardzo racjonalnie  wyjaśniłam sobie sprawę, zwalając winę na niedokładne pozmywanie naczyń przez Juniora.

Wytarłam dokładnie smugi, wymyłam powtórnie naczynia i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku udałam się do pokoju.  Wiadomo jednak, że kuchnia jest akurat takim pomieszczeniem, do którego wchodzi się  dość często.

I ponownie oczom moim ukazały się broczące ściany...  Włosy na rękach stanęły mi dęba! Ups! Jest grubo! Coś mi się zdaje, że „Cud w Sokółce” przy moich oruńskich stygmatach to małe miki!  Błyskawicznie wyguglowałam symptomy, towarzyszące takim zjawiskom. Pomijając kwestię, że w ścianie z przyczyn obiektywnych nie może zmieniać się tkanka, jak nic pasowały  pozostałe kryteria, niezbędne do zdiagnozowania stygmatów.

-         pojawiają się nagle i spontanicznie - (tak właśnie),
-         często emanują słodkim zapachem przypominającym woń kwiatów -  (czuję to!)
-         ociekają żywą  krwią tętniczą – (patrząc na intensywny krwotok mojej ściany, można tak    założyć!)

                                                                   kadr z filmu: Stygmaty

No i qwa pięknie, trzeba powiadomić Watykan, albo przynajmniej urzędującego po sąsiedzku biskupa! ( Skądinąd, biskup, wprowadziwszy się na Orunię, od razu wzmocnił szeregi egzorcystów. To nie mógł być więc przypadek.). Kiedy tak kombinowałam nad najlepszym sposobem kontaktu z kościelnymi hierarchami, nagle racjonalna (rzadko dochodząca do głosu część mojego umysłu), nakazała mi jeszcze wleźć na krzesło, by przyjrzeć się szafce od góry, tak tylko dla formalności.

Pomysł okazał się nader sensowny, bo na szafce znalazłam jędrną (jedynie z wierzchu) dynię, która od czasu helloween po prostu wymiękła!

7 komentarzy:

  1. Łe moja kamienica jest z 1921. Także tak z -10 do prestiżu dla ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u ciebie dopiero sie dzieje sie:p

      Usuń
  2. Masz rację - na cudach znasz się jak mało kto :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sie dzieje sie... :) Nie jest łatwo mieszkaćw ruderze, w której z każdego kąta sączą się tajemnice i sypie tynk :D

      Usuń
  3. Yuka dzwoń do Gosth Busters :P wyjaśnią wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za późno, teraz to się już samo wyjaśniło, ale wtedy - jak się działo, na pewno skorzystałabym z pomysłu! :)

      Usuń